Dlaczego jest tak wielki wzrost zainteresowania rozwijaniem odporności na przeciwności losu? Czy to dlatego, że w życiu ludzi ogólnie wzrosła częstotliwość oraz intensywność przeciwności życiowych? Tak mogłoby się wydawać. Jednak, jeśli w pełni zrozumiemy, czym jest odporność na przeciwności losu oraz czym są same przeciwności losu, wtedy okaże się, że oba zjawiska są oparte na iluzji. W jaki sposób one się kształtują? Przyjrzyjmy się temu. Tam, gdzie jest zauważona potrzeba bycia odpornym na przeciwności, tam musi być najpierw percepcja przeciwności. Jeśli nie byłbyś przekonany, że doświadczasz jakiejś przeciwności życiowej, nawet nie pomyślałbyś o byciu bardziej odpornym.

Ciekawe jest to, że jakakolwiek jest percepcja przeciwności, jest ona indywidualną kwestią. To, co dla jednej osoby jest krytyczną sytuacją, dla innej osoby jest niewielką trudnością. Dlaczego? Gdy ktoś tworzy percepcję przeciwności losu, to źródłem tego jest przekonanie, że wnosi ona jakąś stratę. Postrzegana strata może być namacalna lub nienamacalna. To może być cokolwiek, zaczynając od relacji, kończąc na reputacji. Zaczynając od pojedynczego obiektu, kończąc na upadku całej organizacji. Zaczynając od członka rodziny, kończąc na przygodnym związku. Zaczynając od kilku groszy, kończąc na oszczędnościach życiowych. Zaczynając od miejsca parkingowego, kończąc na wyniku meczu piłkarskiego.

Rozwiewanie iluzji
Czy kiedykolwiek posiadamy coś lub kogoś? Wpaja się nam przekonanie o tym. Ale czy tak naprawdę jest? Nasze doświadczenie życiowe uczy nas, że każdy i wszystko przychodzi i odchodzi. Wszystko, co przychodzi do nas jest czasowe. Czy coś lub ktoś pozostaje na zawsze? Oczywiście, że nie. Trzymamy się kurczowo bardziej pewnych rzeczy niż innych, pewnych ludzi niż innych. To można by nazwać poziomami przywiązania. Jakiekolwiek jest przywiązanie, jest ono znakiem przekonania o nieprzemijalności.

To kurczowe trzymanie się czegoś lub kogoś nie zachodzi fizycznie. Zachodzi na poziomie mentalnym. Całe przywiązanie ma źródło w umyśle. To dlatego poziomy przywiązania są subtelne. Niektóre rodzaje przywiązania są bardziej subtelne niż inne. Na przykład, przywiązanie do domu nie jest tak subtelne jak przywiązanie do wspomnienia. Jednak, oba rodzaje przywiązania są tworzone w umyśle. Gdy jesteśmy w pełni świadomi i akceptujemy, że nie możemy posiadać kogoś lub czegoś, wtedy wiemy, że nic nie jest moje i nikt nie jest mój. Jeśli w pełni uświadomilibyśmy sobie to, wtedy nie moglibyśmy utracić nikogo ani niczego. Nigdy nie doświadczylibyśmy osobistej straty, a więc nigdy nie zauważylibyśmy przeciwności życiowej. Dlatego bycie odpornym nie tylko stałoby się niepotrzebne, ale byłoby dla nas obcą, nieistotną koncepcją. Czy to jest proste? Nie, nie jest.

Brakujące zrozumienie
To jest to, czego często brakuje osobom zajmującym się tematem emocjonalnej inteligencji, tzn. zrozumienia, że wszystkie nasze emocje mają źródło – iluzję straty – w naszej świadomości. To, że coś posiadam jest iluzorycznym przekonaniem – że to jest moje, że oni należą do mnie, że tamto jest moje. Wiemy, ale nie chcemy się do tego przyznać, że wszystko i wszyscy muszą opuścić nasze życie pewnego dnia. Wiemy, że takie są realia życia. Ale jesteśmy leniwi i godzimy się z przekonaniem, że możemy coś posiadać, możemy to utrzymać na zawsze, że możemy uczynić daną rzecz lub innych swoimi.

Następnie, wykorzystujemy to, co niewłaściwie uważamy za swoje, by stworzyć swoją strefę komfortu. W ten sposób tworzy się nasze przywiązanie, a co gorsze, popełniamy największą pomyłkę ze wszystkich. Używamy tego, o czym jesteśmy przekonani, że jest nasze, by zdefiniować siebie, by zbudować poczucie tego „kim jestem”. Ale to jest błąd. Nie uświadamiamy sobie, że zastawiamy na siebie pułapkę, w której emocjonalnie cierpimy, gdy to, co uważamy, że jest moje, nieuchronnie… opuszcza nas. Ale zamiast zrobić wysiłek, by uświadomić sobie, jak przestać siebie unieszczęśliwiać, większość z nas powie, że takie emocjonalne cierpienie jest naturalne.

Możemy zauważyć, jak trzy główne emocje, tzn. smutek, strach i gniew, są tworzone, gdy żyjemy w przekonaniu, że coś straciliśmy lub że niedługo coś stracimy i że ktoś jest odpowiedzialny za naszą stratę, a w związku z tym jest odpowiedzialny za nasze cierpienie. Te wszystkie emocje nie pojawiłyby się, jeśli naprawdę, głęboko zrozumielibyśmy, że żadna rzecz nigdy nie jest moja, że wszystko i każdy przychodzi i odchodzi w swoim własnym czasie.

Niewątpliwie, nie jest łatwo sobie to uświadomić! Szczególnie, jeśli chodzi o rodzinę i krewnych lub też pieniądze, lub nasz dom. Sama myśl, że ktoś lub coś z tej listy opuści niespodziewanie nasze życie, a nawet, jeśli to przewidujemy, to wprowadza naszą świadomość w wibrację zwaną lękiem, znaną również jako zmartwienie. Może to być też smutek, jeśli wyobrazimy sobie, że to już się stało, lub gniew, jeśli uważamy, że ktoś jest za to odpowiedzialny.

Dlaczego? Dlatego, że żyjemy w przekonaniu, że „to, tamto, oni…” należą do mnie, są moimi. Staliśmy się zależni „od nich, od tamtego, od tego…”, ponieważ to ma zapewnić nam poczucie komfortu i to, co uważamy za szczęście.

Wszystkie starożytne ścieżki mądrości uczyły, by pozwolić rzeczom odejść. Uczyły, by nie trzymać się kurczowo czegokolwiek lub kogokolwiek, łącznie z naszymi wspomnieniami dotyczącymi czegoś lub kogoś. Uczyły, by żyć w pełni obecną chwilą, by pozwolić przyszłości, aby sama sobą się zaopiekowała. To się stanie tak czy inaczej, nawet bez naszych prób ingerowania, czyli prób trzymania się kurczowo tego, co nie jest nasze.

Mike George, Clear Thinking